• rotor_1.jpg
  • rotor_2.jpg
  • rotor_3.jpg
  • rotor_4.jpg
  • rotor_5.jpg
  • rotor_6.jpg
  • rotor_7.jpg
  • rotor_8.jpg
  • rotor_9.jpg
  • rotor_10.jpg

Aktualności

  Szybka decyzja i po godzinie jechaliśmy już w stronę Krakowa. Zawsze chciałem tam połowić jednak nigdy nie miałem okazji wybrać się z kimś kto tam już bywał . Musieliśmy wcześniej wykupić dla mnie licencję w Krakowie i później wróciliśmy na staw. Krakowski Klub Karpiowy , który opiekuje się tą wodą ma bardzo dobrze prowadzony system rezerwacji miejsc na stawie. My mieliśmy zajęte miejsce 13 i gwarancję że nikt nam tam nie usiądzie.Poniżej mapka ze strony Krakowskiego Klubu Karpiowego z rozmieszczeniem stanowisk

 

Gdy przyjechaliśmy na miejsce zobaczyłem dziko wyglądającą wodę i idealny porządek na brzegach. Jak na tak piękne łowisko nie było wcale tłumów bo oprócz nas widziałem jeszcze tylko dwie ekipy. Radek znał doskonale tą wodę ponieważ dość często tu łowi , więc zaznajomił mnie ze sposobami  jak należy tu łowić .Na tym stawie obowiązuje zakaz wypływania pontonami , a jedynie można używać łódek zanętowych.  Postanowiliśmy że będziemy wywozić swoje zestawy w dwa różne miejsca aby mieć większe szanse natrafienia na rybę. Radek wywoził na wypłycenie około 80 metrów od brzegu a ja wybrałem miejsce przy półwyspie w okolicach trzcin w odległości około 150 metrów . Pierwsze dwa brania  u mnie i u Radka zakończyły się spinkami. Położyliśmy się spać i jeszcze dobrze nie zasnęliśmy jak odezwał się mój sygnalizator . Rybę holowałem delikatnie mając w pamięci poprzednie spinki. Jednak po kilku minutach musiałem użyć więcej siły bo to ryba bawiła się ze mną. Zacząłem już ciągnąć na siłę ale ona się nie poddawała . Kilkakrotnie karp nabrał powietrza i gdy się wydawało że można go podebrać odpływał jakby wcale nie był zmęczony . W końcu wylądował w podbieraku . Nie był to jakiś gigant bo miał tylko 12 kg , ale dość dobrze mnie zmęczył.

      To dobrze że ryba tutaj tak walczy bo świadczy to o tym że ma bardzo dobre warunki i jest zdrowa. Zanim powywoziliśmy zestawy była już godzina około drugiej w nocy. Trochę jeszcze rozmawialiśmy przed zaśnięciem gdy u Radka delikatnie piknął sygnalizator. Zauważyliśmy że bardzo powoli swinger szedł do góry więc Radek poderwał wędkę i poczuł ciężar. Ryba szła do brzegu bardzo spokojnie nie szalała na boki i nie robiła jakiś gwałtownych zrywów. Nie zdawaliśmy sobie sprawy jaka to ryba. Dopiero gdy była pod brzegiem zobaczyłem ogromny zarys karpia. Gdy podpłynął  w górę postanowiłem go podebrać i dopiero jak już był w podbieraku ujrzeliśmy jaki jest ogromny. Nie mogliśmy na oko ocenić jego wagi więc na szybko zważyliśmy go razem z matą. Wskazówka zatrzymała się na 22 kg , ale trzeba odjąć wagę maty. Bierzemy drugą wagę by to potwierdzić , i zgadza się ryba waży bez maty 20,5 kg. Jest ogromna i piękna. Emocje nie pozwalają nam zasnąć.

 Tymczasem u mnie są brania i karpie jakieś osiem lub dziewięć kilo nie robią wrażenia po niedawnym olbrzymie. W dzień nadal łowimy w ten sam sposób ,ja dalej, a Radek bliżej. Ja łowię pięć karpi , przy tym mam jedną spinkę i jedną zrywkę spowodowaną przetarciem żyłki. 

       U Radka cały dzień słabiej , proponuję mu żeby wywoził tam gdzie ja , ale on woli konsekwentnie w swoim miejscu. W sobotę wieczór u Radka odjazd , a za chwilę drugi i trzeci. Cierpliwość została nagrodzona ryby weszły w jego nęcone miejsce . 

          Do rana wyholował pięć karpi podczas gdy u mnie się uspokoiło. W niedzielę gdy słońce wyszło wysoko i zrobiło się gorąco brania wszędzie ustały.

          To niestety ostatni dzień naszej wyprawy i musimy wracać. Podsumowując całą dwudobową  zasiadkę to na macie wylądowało 11 karpi a wśród nich jeden powyżej 20 kg . Tak udany wyjazd sprawił że planujemy już wkrótce kolejną zasiadkę na łowisku 3K . Pozdrawiam Jarek