• rotor_1.jpg
  • rotor_2.jpg
  • rotor_3.jpg
  • rotor_4.jpg
  • rotor_5.jpg
  • rotor_6.jpg
  • rotor_7.jpg
  • rotor_8.jpg
  • rotor_9.jpg
  • rotor_10.jpg

Aktualności

 

 

Piękna pogoda jak na połowę listopada nie pozwoliła nam siedzieć w domach i postanowiliśmy jeszcze raz wybrać się na wyprawę wędkarską. Zdecydowaliśmy się że pojedziemy na łowisko we Wróblowej,  ponieważ w tym roku nie bywaliśmy tam zbyt często z uwagi na dwukrotne powodzie , które nawiedziły tę wodę. Zbiornik trochę ucierpiał po przebytym zalaniu , ale już ma to za sobą i w szybkim tempie odradza się na nowo. Gdy przyjechaliśmy na miejsce na całym stawie było tylko dwóch miejscowych wędkujących i poinformowali nas o tym że ryby prawie wcale nie żerują . Wybraliśmy miejsce na drugim brzegu , ponieważ był cały wolny , a poza tym wśród rosnących tam drzew osłonięci byliśmy od wiatru. Poniżej mapka z zaznaczonym miejscem naszego stanowiska.

 

 Połowa listopada to już jest taka pora że nie można liczyć na wiele . Dla nas ważne było to że możemy posiedzieć nad wodą , a gdyby się trafiła do tego jeszcze jakaś ryba było by już całkiem fajnie.  Musieliśmy szybko rozkładać sprzęt bo dni są teraz bardzo krótkie. Gdy już powywoziliśmy łódeczką zanętową swoje zestawy zasiedliśmy przy ognisku w oczekiwaniu na pierwsze branie. W pewnym momencie na moich wędkach dwa piknięcia sygnalizatora i swinger  zaczął się obniżać . Branie typowe dla leszcza , nie mającego siły odjechać . Niechętnie podchodzę do wędek i zaczynam zwijać , opór niewielki stawia ryba . Nagle gdy jest kilkanaście metrów od brzegu zaczyna wyciągać żyłkę z hamulca i uświadamia nam że musi to być karp. Potwierdzają się nasze przypuszczenia a w nas wstępuje nadzieja że jeszcze cyprinusy nie zapadły w sen zimowy. Jeszcze nie zdążyłem swojej wędki zarzucić gdy u Darka podobne bardzo delikatne branie . Podobnej wielkości jak u mnie karpik ląduje na macie. 

  Nie zdążyliśmy go wpuścić a znowu u mnie branie. Na razie wszystkie ryby są niewielkie , ale za to są co chwilę i jest nadzieja że może siądzie coś większego.

W pewnym momencie u Pawła delikatnie coś pociągło za żyłkę. Po zacięciu ryba zachowywała się inaczej niż te nasze poprzednie . Od razu stawiała opór z czego wywnioskowaliśmy  że nie jest to jakiś maluszek , walczyła dość dzielnie , ale w końcu straciła siły i musiała się poddać. 

Piękny karp ważył dziewięć kilo , a po wypuszczeniu go do wody w nas wstąpiła nowa energia. W nocy długo siedzieliśmy przy ognisku i co chwilę ktoś z nas wyciągał rybę , brania były tak częste że chwilami mieliśmy dwie ryby na macie.

 

Do samego rana było wiele ryb , ale nikt już nie złowił nic powyżej pięciu kilo. Gdy spróbowaliśmy po pierwszej dobie przeliczyć ile łącznie było karpi to mogło być ich około dwudziestu. Byliśmy pod wrażeniem że mimo zimnej wody jeszcze tak można połowić.

 

W sobotę przyjechali nas odwiedzić Paweł i Zbyszek . Nie mogli uczestniczyć z nami w zasiadce , ale prawdziwemu karpiarzowi sprawia przyjemność nawet parę chwil spędzonych nad wodą.

 Gdy zaszło słońce my zasiedliśmy przy ognisku i przy rozmowach oczekiwaliśmy na branie ryby. W pewnym momencie dobiegł do nas inny niż dotychczas dźwięk sygnalizatora. Był to długi energiczny odjazd na Darkowej wędce. Niestety po doholowaniu pod sam brzeg , tuż przed podbierakiem spiął się spory pełnołuski. Jeszcze nie zdążyliśmy przewieść jego zestawu jak na drugiej wędce swinger opadł na dół. Po zacięciu Darek mówi że to na pewno nie maluch . Ryba nie chce się poddać ,pływa na boki robi odjazdy , lecz po kilku minutach zmęczona daje się podebrać. Na macie ukazał nam się niezły okaz więc trzeba go dokładnie zważyć. Po wytarowaniu wagi pokazuje nam równo 13 kg.

Nikt nie spodziewał by się że będziemy mieli do czynienia z takimi dużymi rybami o takiej porze roku. Znowu wyciągamy kilka maluszków będąc pod wrażeniem Darkowego olbrzyma.

Gdy za którymś razem znów sygnał oznajmił że coś się dzieje na mojej wędce udaje mi się wyholować siódemkę

 Kładziemy się spać jednak w namiocie jakieś „dźwięki traktora” dochodzące z łóżka Pawła , zagłuszają odgłos sygnałków. Do wędek moich wybiega Darek i po dość zaciekłej walce ryba się spina. Prawdopodobnie był to bardzo ładny okaz , który tym razem wygrał. Rano najczęściej brały maluszki lub duże leszcze , ale raz na kilka ryb trafiała się jakaś ponad pięciokilowa sztuka.

 

Niestety co dobre szybko się kończy i przed zmrokiem postanawiamy opuścić łowisko. Mimo zimnej wody i tak późnej pory roku łowiło nam się tak jakby był środek lata . Będziemy mieć co wspominać jak nadejdzie zima.  Była to prawdopodobnie nasza ostatnia nocna zasiadka w tym roku. Zapowiadają zmianę pogody z dużym ochłodzeniem , więc trzeba zachować rozsądek i nie ryzykować zdrowia. Będzie teraz czas aby pomyśleć o nowym sezonie i przygotować się, bo zima przeleci szybko . Pozdrawiam Jarek