• rotor_1.jpg
  • rotor_2.jpg
  • rotor_3.jpg
  • rotor_4.jpg
  • rotor_5.jpg
  • rotor_6.jpg
  • rotor_7.jpg
  • rotor_8.jpg
  • rotor_9.jpg
  • rotor_10.jpg

Aktualności

   Jak przed większością wypraw wędkarskich omówiliśmy szybciutko miedzy sobą strategię połowu. Radek najlepiej z nas zna łowisko 3K i na długo przed wyjazdem wybrał stanowisko na mniejszym stawie (nr 16). Jarek, Piotrek i Paweł ambitnie nastawili się na łowienie pływających „okazów” (karpi powyżej 20 kg) tj. Teodora i innych jego kolegów, na dużym stawie (stanowisko nr 17). Wojtka i Ryśka nikt nie pytał o zdanie i we dwójkę zostali posadzeni na niechcianym przez nikogo stanowisku na małym stawie (nr 18). Zresztą Wojtek jak zwykle mówił, że przyjechał głownie odpocząć i się wyspać. Rysiek jest z kolei tak bardzo kulturalnym i koleżeńskim wędkarzem, że pewnie nawet gdyby przydzielono mu stanowisko przy bezrybnej kałuży i tak by nie narzekał.

 

      W piątek we wczesnych godzinach popołudniowych zaczęliśmy jeden po drugim zjeżdżać się nad stawy. Stanowiska zajmowaliśmy zgodnie z wcześniejszymi planami. Jako koledzy oczywiście każdy, każdemu odstąpił by swoją super miejscówkę bez wahania, gdyby tylko został o to poproszony. Ale nikt nie został o nic poproszony więc spokojnie pozostawaliśmy na swoich pozycjach.

      Przygotowaliśmy wędki, wywieźliśmy pierwsze zestawy łódkami zanętowymi, postawiliśmy namioty, zasłaliśmy łóżka karpiowe. Jak przystało na grupę profesjonalnych, doświadczonych karpiarzy zajęliśmy miejsca w fotelach i spokojnie czekaliśmy na brania. Zgodnie z przewidywaniami pierwsze ryby zaczęły interesować się zestawami postawionymi na małym stawie. Liderem szybko stał się Rysiek. W pierwszą noc wyciągnął trochę „drobnicy” karpia – takich w okolicy 8 – 10 kg (chyba 5 szt. w tym amura, raz nawet 2 karpie leżały na macie w jednym czasie). Radek deptał  Ryśkowi po piętach sukcesywnie holując podobne ryby. Wojtek jak powiedział tak zrobił – głównie spał i odpoczywał, ale jak na złość też został zmuszony do holu przez jakiegoś karpia (drobna dyszka, może ósemka).

 

Jarek, Piotrek i Paweł oczyliście cieszyli się z „drobnych” sukcesów kolegów, ale przede wszystkim byli ogromnie skupieni na poszukiwaniu skutecznego sposobu na złowienie rekordowych sztuk. Łowcy okazów nieustannie pozostawali pewni swego, mimo całkowitej ciszy, braku jakiegokolwiek ruchu na dużym stawie i milczenia sygnalizatorów. Ci niestrudzeni wędkarze robili po prostu swoje, wywozili coraz to nowe i bardziej wymyślne zestawy, testowali przeróżne kulki pływające i tonące, duże i małe, kolorowe i całkiem mdłe, pachnące, niesamowicie cuchnące i te kompletnie pozbawione zapachu, nie zapominali o bałwankach, dipach i pastach, sięgali po coraz to ostrzejsze haki.

 

Mata i podbierak były cały czas w pogotowiu. Sprytnie pozyskane cenne Informacje od autochtonicznych karpiarzy łowiących na dużym stawie mówiące o braku brań ryb od wielu tygodni, zostały natychmiast profesjonalnie zinterpretowane. Jarek, Piotrek i Paweł ustalili bez cienia wątpliwości, że duża ryba na pewno jest w tym miejscu, a to że nic od dawna nie bierze najzwyczajniej w świecie zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu (limit „niebrania” został z pewnością wyczerpany). Zachęceni pozyskanymi informacjami do dalszej walki, nęcili wielkie ryby kulkami. Wystrzeliwywali je z ogromną siłą i precyzją na wielkie odległości, z super nowoczesnej kobry wykonanej przez Pawła, na podstawie tajnych projektów dostarczonych przez Jarka. Byliśmy pewni, że sukces nadejdzie. Czas jednak upływał i wszyscy wędkarze usnęli w swoich łóżkach.

 

W sobotę rano Radek, Rysiek i Wojtek nadal „bawili się z drobnicą” holując kolejne sztuki. Wojtkowi przestało się chcieć spać, wypoczął i zaczął wyprzedzać Ryśka w ilości i wielkości złowionych ryb (była nawet taka 11.5 kg). Pewnie z powodu wyjazdu Ryśka do domu. Jarek, Piotrek i Paweł od rana kontynuowali zmagania z okazami. Jak zawsze robili co trzeba. Pojawił się wiatr ale ich sygnalizatory nadal milczały. Odwlekający się sukces stawał się nieco zaskakujący dla chłopaków z dużego stawu. Całe szczęście, że wyniki kolegów z małego stawu napawały optymizmem. Wszystko trwało bardzo długo. Pod wieczór warunki atmosferyczne stawały się trudne. Co prawda nie wiało i nie padało ale temperatura powietrza z przyjemnych 26oC spadła aż do 17oC – Wojtek stwierdził że jest zimno.

 

Nagle po około 32 godzinach zasiadki na jednej z wędek Jarka delikatnie pisnął sygnalizator. Nieustannie czujny hunters jak pocisk wystrzelił do wędki. Nachylił się i trącając delikatnie żyłkę palcem wskazującym starał się pobudzić swingera do nieco większej aktywności.  Wszyscy byliśmy pewni, że zestawem Jarka interesował się super cwany olbrzym, ponieważ wyczuł podstęp i odpłynął.

 Zmęczeni nocną akcją przy wędce Jarka, w dobrym nastroju wszyscy poszliśmy spać. 

W niedziele stanowiska opuścili Radek i Paweł. Wojtek holował kolejne karpie na małym stawie. Jego też w końcu znudziło łowienie „drobnych” ryb. Nie wykazał się jednak ambicją, ponieważ zamiast przenieść się na duży staw, przekazał wędkę z zaciętą rybą Piotrkowi, żeby wyholował w końcu jakiegoś Karpia.


Jarek i Piotrek nigdy nie zrezygnowali z pogoni za wielką rybą, nigdy się nie załamali i nie stracili wiary w sukces. Wykorzystali jednak tuż przed powrotem do domu nadarzającą się okazję. Przenieśli się na chwilkę na stanowiska zajmowane wcześniej przez Ryśka i Radka i udowodnili umieszczając każdy po jednym karpiku na macie, że ciągle są wspaniałymi, skutecznymi, profesjonalnymi karpiarzami jak inni członkowie klubu Carp-Hunters.
Ta wyjątkowa zasiadka udowodniła po raz kolejny, że wędkarstwo karpiowe to wspaniała pasja,
która nie tylko daje ludziom satysfakcję z łowienia pięknych ryb ale także, a może przede wszystkim
z przebywania z przyjaciółmi nad wodą. Pozdrawiam Piotrek