• rotor_1.jpg
  • rotor_2.jpg
  • rotor_3.jpg
  • rotor_4.jpg
  • rotor_5.jpg
  • rotor_6.jpg
  • rotor_7.jpg
  • rotor_8.jpg
  • rotor_9.jpg
  • rotor_10.jpg

Aktualności

Podzwoniliśmy w kilka różnych miejsc i z przykrością muszę powiedzieć jako naród jesteśmy niezbyt przyjaźnie witani na tamtych łowiskach. Krążą za granicami złe opinie o Polakach , dlatego trzeba pokazywać się z jak najlepszej strony by odzyskać zaufanie i złamać utarte stereotypy. Gdy więc zadzwoniliśmy do Austrii na łowisko FZZ See i gdy się przedstawiliśmy , otrzymaliśmy odpowiedź że ten i następny rok jest już cały zajęty. Jednak po dłuższej rozmowie , i paru wyjaśnieniom , zarządca zgodził się abyśmy przyjechali bo są dwa miejsca wolne przez trzy doby. Mało jest wiadomości praktycznych o tym łowisku , z regulaminu jednak dowiedzieliśmy się o tym że nie można tam obficie nęcić ryb , jedynie jest dozwolone użycie niewielkich ilości w PVA . Po przybyciu na miejsce należało się zgłosić do zarządcy celem załatwienia formalności i wypełnieniu dokumentów. Później mogliśmy już udać się na łowisko. Gdy zobaczyliśmy jak duże są stanowiska mimo tego że należały nam się dwa , postanowiliśmy że zmieścimy się we dwójkę na jednym. Wybraliśmy stanowisko nr 3. Po rozłożeniu sprzętu wypłynęliśmy pontonem i przy użyciu echosondy sprawdziliśmy głębokość i ukształtowanie dna . Ciekawsze miejsca zaznaczyliśmy markerami i wywieźliśmy pod nie zestawy. Na tym łowisku każdy może łowić na trzy wędki , więc spróbowaliśmy każdy zestaw zrobić inny , aby trafić do gustu rybom.  Po kilku godzinach gdy zastanawialiśmy się nad strategią wieczorną u Pawła zabrzmiał sygnalizator. Nie był to ciągły pisk , a jedynie kilkurazowe piknięcia . Po przycięciu wędka wygięła się dość mocno i czuć było że to musi być już ładniejsza ryba.  Paweł holował ją prawidłowo , bez pośpiechu , cały czas będąc przygotowanym na mocniejsze szarpnięcia jednak długo nie mogliśmy jej zobaczyć bo trzymała się stale przy dnie. W końcu każda ryba musi się zmęczyć , więc również ten karp w końcu opadł z sił i nareszcie się pokazał. Zanim jednak trafił do podbieraka pokazał że jest w bardzo dobrej kondycji i kilka razy odjechał tak że nie sposób było go zatrzymać.

Ostrożnie obchodząc się z karpiem zważyliśmy go na wytarowanej wcześniej wadze i ukazała się nam cyfra równo 18 kg.  

Piękny karp wrócił do wody , a my z zapałem wróciliśmy do dalszych połowów obmyślając nowe strategie. Niestety nagle zaczęła się zmieniać pogoda i już w nocy lekko pokropił deszcz , a nad ranem doczekaliśmy się prawdziwej ulewy. Taka nagła zmiana ciśnienia spowodowała że ryba przestała brać. Nikt na stawie nie złowił nic w ciągu całego dnia i w następnym dniu sytuacja była identyczna. Na łowisku poznaliśmy się z tamtejszymi karpiarzami , którzy udzielili nam wielu porad i wskazówek jak należy tam łowić. Jeżdżą po całej Europie i wydali nawet własną książkę o swoich wyprawach , a przedstawione w niej zdjęcia karpi zrobiły niesamowite wrażenie .

 Polecili nam kilka znakomitych łowisk , o których jeszcze nie słyszeliśmy .  My również przedstawiliśmy się jako klub karpiowy i wymieniliśmy ze sobą kontakty , może kiedyś umówimy się na wspólną zasiadkę gdzieś nad jakąś europejską wodą.

 

  W ostatni dzień naszej zasiadki przestało padać , ale my musieliśmy już wracać , więc się już nie dowiemy czy wraz z poprawą pogody polepszą się brania karpi. Taka trzydniowa zasiadka jest zbyt krótkim czasem na odpowiednim dobraniu się do tych największych mieszkańców tego stawu.  Przed odjazdem odwiedziliśmy zarządcę i zarezerwowaliśmy sobie cały tydzień w przyszłym roku. Myślę że wtedy za tyle dni trafimy na bardziej sprzyjające warunki do złowienia tych największych i najbardziej sprytnych karpi. Pozdrawiam Jarek