• rotor_1.jpg
  • rotor_2.jpg
  • rotor_3.jpg
  • rotor_4.jpg
  • rotor_5.jpg
  • rotor_6.jpg
  • rotor_7.jpg
  • rotor_8.jpg
  • rotor_9.jpg
  • rotor_10.jpg

Aktualności

 Jest to nasza druga wizyta na tym łowisku . Gdy byliśmy tu po raz pierwszy podpytaliśmy jak , kiedy i w jakich miejscach najlepiej jest tutaj łowić. Dowiedzieliśmy się że w porach letnich najlepiej jest wybierać miejsca na płytszej części stawu czyli stanowiska 4,5,6,7,8, natomiast w zimniejszych porach dobre są 1,2,3,9,10.  

Dobre miesiące to kwiecień i maj , a później sierpień , wrzesień, czasem październik. Bardzo słaby jest czerwiec bo ryby płyną na tarło i nie biorą wcale , a w lipcu jest różnie czasem się łowi , a czasem nie .

 

 

Z rezerwacjami jest tam dość duży problem bo nawet półtora roku wcześniej są już niektóre miejsca zajęte , ale udało nam się że znalazło się miejsce 8 i 9 na cały tydzień w drugiej połowie maja. Jadąc średnim tempem potrzeba na dojazd 7 godzin , ale my wyjechaliśmy już o 3 rano by mieć trochę czasu w zapasie. Po przyjeździe byliśmy lekko zmęczeni więc postanowiliśmy pierwszy dzień łowić na luzaku tylko zarzucając z brzegu bez wypływania pontonem. Nie minęło pół godziny od zarzucenia wędek gdy u Jarka zapiszczały sygnalizatory i zaczął się hol pierwszej ryby . Ryba szła wolno jednak co jakiś czas zatrzymywała się co sprawiało wrażenie że weszła w zaczep. Niestety kilka metrów od brzegu spięła się więc nie zobaczyliśmy nawet jaki to był okaz. Jeszcze nie ochłonęliśmy z wrażeń po pierwszym braniu gdy ostry odjazd u Miłosza. Po zacięciu ryba robi co chce nie daje się zatrzymać . Gdy zostaje podciągnięta kilka metrów to zaraz później odbija z powrotem na środek. Miłosz mimo że w swoim młodym wieku miał już wiele razy okazję zmierzyć się z wielkimi karpiami , teraz ma wątpliwości czy poradzi sobie z taką mocną rybą . My z Pawłem dopingujemy go , bo przecież kiedyś ta ryba musi się zmęczyć . Jeszcze kilkanaście minut holu i podbieramy olbrzymiego karpia. Waga idealnie wytarowana pokazuje 18 kg i kilka deko. Jest to nowy rekord życiowy Miłosza. 

 Wpuszczamy karpia i słyszymy branie u Jarka i znowu podobna sytuacja jak poprzednio pod brzegiem ryba się spina. Ale za moment znowu Miłosz ciągnie rybę i tym razem jest 12 kg. 

 Po zmroku kolejne branie u Miłosza i tym razem znowu przyszło się zmierzyć z wielką rybą . Po ciężkim holu w podbieraku ląduje potężny karp. Ważymy go i jest poprawiony z przed chwili rekord waga pokazuje ponad 21 kg. 

Przerzucamy wędki i już dobrze zmęczeni kładziemy się spać. W nocy ostre branie u Jarka po przycięciu ryba nie daje się przyciągnąć do brzegu , więc postanawiamy wypłynąć , ale nie do końca mamy przygotowany ponton. Mijają chwile, Paweł szykuje ponton a  ryba wyciąga żyłkę. I w tym całym zamieszaniu branie u Pawła. Jarek wsiada do pontonu i płynie po rybę , a Paweł holuje swoją . Niestety u Jarka pechowo , gdyż trwało to wszystko zbyt długo ryba wyciągając żyłkę przetarła ją o podwodną górkę. A tymczasem Paweł kończy holować ogromnego karpia . Jest największy ze wszystkich dotychczas wyciągniętych. Tarujemy dokładnie wagę i odczytujemy 23 kg jest to nowa życiówka Pawła.

 Wypuszczamy rybę i mamy już dość wrażeń jak na te kilka pierwszych godzin. W nocy jeszcze u Jarka pobudkę robi mały sum i do rana mamy spokój. W kolejnym dniu już jest cisza i nie dzieje się nic , więc postanawiamy przesondować dno. Okazuje się że przed nami jest woda o głębokościach około 4 m , dno jest lekko muliste , ale trafiają się kamieniste górki i to dosyć wysokie bo z głębokości 4,5 m wychodzą nawet na 2,5 m . W takich miejscach lubią przebywać karpie , jednak ciężko jest holować rybę z brzegu , ponieważ przeciera o nie żyłkę , tak jak stało się w nocy u Jarka. Obok nas na 10 stanowisku siedział tester kulek jednej z większych europejskich firm i miał już duże doświadczenie w łowieniu ryb na tej wodzie. Podpatrzyliśmy u niego że jak tylko miał branie to nawet nie zacinając podnosił wędkę i wskakiwał do pontonu, a później dopływał z silnikiem w miejsce gdzie stała ryba i w pionie podciągał ją w górę. Zrozumieliśmy że tak trzeba tu właśnie holować ryby by uniknąć spinek i przetarć żyłek. W kolejną noc branie u Jarka , po zacięciu ryba wyciąga nadal i nie można jej zatrzymać ponieważ groziło by to urwaniem żyłki. Mając już doświadczenie jak należy holować wypływamy pontonem po rybę. Po chwili słyszymy sygnalizatory naprzeciwko nas i oni również wypływają. Okazuje się że to nasza ryba wpłynęła im w zestawy mimo że ich markery były oddalone o jakieś 80 metrów. Plątanina na żyłkach i efekt końcowy to spinka. W pozostałych dniach robi się coraz cieplej i brania słabną , karpie powoli zaczynają szykować się do tarła. My musimy zakończyć zasiadkę i wracać do domu. Spodobała nam się ta woda bardzo i zdobyliśmy nowe doświadczenia . Wyciągniemy wnioski z niektórych błędów i następnym razem nasza skuteczność będzie jeszcze większa . Wrócimy tu w tym roku jeszcze dwa razy i zobaczymy jakie będą efekty. Pozdrawiam Jarek i do następnego spotkania nad wodą .