• rotor_1.jpg
  • rotor_2.jpg
  • rotor_3.jpg
  • rotor_4.jpg
  • rotor_5.jpg
  • rotor_6.jpg
  • rotor_7.jpg
  • rotor_8.jpg
  • rotor_9.jpg
  • rotor_10.jpg

Aktualności

Początek maja jest porą niezwykłą dla każdego karpiarza. Przyroda budzi się po zimie do życia i to zarówno wokół nas jak i pod wodą. Ryby  czując coraz to cieplejszą wodę zaczynają szukać pokarmu , jednak tego naturalnego  nie ma jeszcze zbyt wiele , więc zmuszone są pobierać pokarm wrzucony przez wędkarzy. Dlatego pora ta jest czasami jedyną szansą by złowić jakiś większy okaz , który w sezonie letnim stanie się nieuchwytny z powodu gustowania w pokarmie naturalnym. Właśnie z tego powodu staramy się w tym okresie pojechać na jakieś dobre łowisko . Na miejsce naszej klubowej zasiadki wybraliśmy łowisko w Austrii.Wybraliśmy się we czwórkę lecz aby było ciekawiej i więcej możliwości postanowiliśmy się rozdzielić na dwie grupy po dwóch przeciwległych brzegach.  Paweł z Miłoszem zajął stanowisko 13 , a Jarek z Michałem stanowisko 7. W tej ośmiohektarowej wodzie pływa setki ładnych karpi o wadze powyżej 10 kg oraz kilkadziesiąt sztuk powyżej 20 kg . Jest również kilka okazów powyżej 30 kg , chociaż te trafiają do podbieraka najrzadziej.  Aby złowić te większe sztuki trzeba obrać odpowiednią strategię . Nie można nęcić zbyt wiele ponieważ szybko spływają się mniejsze ryby . Całkowity brak nęcenia również nie jest dobrym pomysłem ponieważ można nie doczekać się brania. My obraliśmy kilka różnych możliwości. Pierwsza z nich to obsypanie markera , a stawianie zestawu w pewnej odległości. Druga to nęcenie niewielką ilością samych kulek i dosypywaniu ich systematycznie w jedno to samo miejsce.  Trzecia to szukanie za pomocą echosondy przypadkowych miejsc za każdym razem innych i delikatnym sypnięciu pod zestaw. Przed nami był cały tydzień więc mogliśmy szukać tego sposobu. Wydawało by się że nasze przemyślenia i przygotowania zapewnią nam sukces ale jest pewien czynnik ,który zawsze może pokrzyżować nawet najlepsze plany, jest to pogoda . Zwykle o tej porze słońce mocno świeci i temperatury są dość wysokie ,ale w tym roku jak na złość  było zimno. Jadąc na łowisko sypał śnieg , a termometr pokazywał miejscami tylko 1 stopień na plusie. Na miejscu deszcz i zimno spowodowały że w pierwszą dobę nie zwodowaliśmy pontonu i postanowiliśmy łowić z rzutu. Krótkie 3 metrowe wędki przeznaczone do wywózki i nawinięta na kołowrotki gruba żyłka nie pozwalała osiągnąć dalszych odległości. Dystans raptem 60 metrów jaki byliśmy w stanie osiągnąć sprawił że mogliśmy dość celnie podnęcać kobrą.  Efekty przyszły szybko po godzinie mieliśmy już dwie ładne ryby.  Miłosz wyholował 18 kg, a Jarek trochę mniejszego.   

  Do wieczora wyholowaliśmy  jeszcze cztery.  Rano nadal zimno ,ale już nie pada więc pompujemy ponton i bierzemy się już za konkretnie  łowienie. Taktyka okazała się skuteczna bo co chwilę albo na stanowisku 7 albo na 13 były wyciągane karpie i to dosyć spore. Ryby brały dziwnie jakby miały określone pory żerowania , czasem były jazdy na dwa kije jednocześnie , by za chwilę odpuścić sobie na parę godzin. Taka pora żerowania przyszła pod wieczór na stanowisku 7. W pewnym momencie na jednej wędce odjazd i w czasie holu zagrały sygnałki na drugiej. Ledwo jedna z ryb wylądowała w podbieraku a tu odjazd na trzeciej. Widząc co się dzieje sąsiedzi ze stanowiska obok przyszli nam z pomocą . W jednym czasie trzy ryby .Pierwszą puszczamy bez ważenia bo na oko nie ma 15 kg . Druga jest już ładniejsza więc koledzy z Austrii pomagają nam zanieść ją na matę, podczas gdy Jarek męczy się jeszcze z trzecią. 

Ryba jest wielka i mimo że jest blisko brzegu nie widzimy jej. Nie chce pójść w górę i pływa przy dnie , spokojny hol bez szarpania i skoków każe nam przypuszczać że jest to coś większego. Po kilku minutach z pomocą sąsiadów udaje nam się podebrać olbrzyma. Wszyscy są pod wrażeniem wielkości . Ważymy moją wagą i pokazuje 26,03 kg , sąsiedzi przynoszą swoją i tam pokazuje 25,99 więc przyjmujemy średnią równo 26 kg. 

Jesteśmy wypompowani i mamy dość , do tego zaczął od nowa kropić deszcz więc  odpuszczamy nocne łowienie i nie wywożąc zestawów postanawiamy się zregenerować w nocy. Decyzja była dobra gdyż wczesnym ranem temperatura spadła do 0 stopni co w połączeniu z opadami i wiatrem potęgowało odczucie zimna. Kolejny dzień już ładniejszy , pochmurny , ale bez opadów i trochę cieplej. Kontynuujemy nasze wędkowanie i od razu rozpoczyna się jazda. 

Mimo że na tym łowisku wolno łowić na trzy wędki nie jesteśmy w stanie wykorzystać wszystkich . Przy takim żerowaniu dwie na głowę to maksymalna ilość z jaką jesteśmy w stanie sobie poradzić. 

 Do położenia zestawów szukamy na echosondzie wypłyceń lub spadków , jednak Paweł postanowił postawić jedną z wędek w miejscu głębokim z dala od tych z których wyciągaliśmy najwięcej ryb.  Kilka razy dziennie podsypywał po kilka kulek i nie przewoził przez kilka dni tego zestawu. Dopiero w czwartą noc nastąpiło pierwsze branie . Ryba nie szalała a jej powolne ruchy , bez nagłych szarpnięć świadczą o tym że jest to nie mały okaz . Kilkanaście minut potrzeba by na tyle zmęczyć rybę by się dało ją podebrać. W końcu ląduje na macie i mimo że  waga pokazuje lekko powyżej 25 kg. 

 Upór godny karpiarza sprawił że został uwieńczony sukcesem. Przez cztery dni nie pikło z tego miejsca ani razu , ale Paweł nie zrezygnował z obranego planu. Ryby nie dawały spokoju i co chwilę biegaliśmy do wędek.   Nie miało znaczenia na jakie kulki łowimy i jakie mamy zestawy.

 Próbowaliśmy stosować produkty kilku różnych firm i wiele różnych smaków z jednakowym skutkiem .

 Zrobiło się ciepło i całe dwa dni ma świecić słońce , a od niedzieli w dzień naszego wyjazdu ma lać znowu. Postanawiamy skrócić naszą zasiadkę o jeden dzień by złożyć się na sucho.

 Podsumowując nasz wyjazd to był niezwykle udany każda z ekip wyłowiła z wody po kilkadziesiąt karpi co w przeliczeniu na wagę dawało by po około tonie karpi na jeden zespół. Udało nam się złowić cztery karpie powyżej 20 kg i bardzo dużo powyżej 15 kg .

  Mniejszych nie ważyliśmy i nie fotografowaliśmy, szły jak najszybciej z powrotem do wody. 

 Po doświadczeniach z naszych wód krajowych ciężko jest sobie wyobrazić by istniały takie łowiska. Za granicą jest ich wiele i nie są tak mocno oblegane przez wędkarzy.

Cena 170 euro za tydzień to też nie wydaje sie wygórowana . Komfort , czystość i kultura to dodatkowe atuty tamtych łowisk. Podoba nam się klimat wśród tamtych ludzi łowiących bez presji , cieszących się z sukcesu kolegi , chętnych do pomocy.Wypoczynek okazał się dla nas ciężką pracą ale pomimo zmęczenia zjeżdżaliśmy w doskonałych humorach. Pozostałe zdjęcia i filmiki łącznie z widokami stawu umieścimy wkrótce w naszej galerii                                                                        

Pozdrawiamy klub Carp-Hunters