• rotor_1.jpg
  • rotor_2.jpg
  • rotor_3.jpg
  • rotor_4.jpg
  • rotor_5.jpg
  • rotor_6.jpg
  • rotor_7.jpg
  • rotor_8.jpg
  • rotor_9.jpg
  • rotor_10.jpg

Aktualności

Zasiadka nasza nie była wcześniej planowana. Marek zadzwonił na łowisko w celu zaciągnięcia informacji związanych z łowieniem i dowiedział się że ktoś w ostatniej chwili zrezygnował i są dwa miejsca wolne numer 5 i 6 na weekend od czwartku.

Zarezerwował je , jednak za chwilę sam dostał wiadomość od szefa z pracy że musi się wstawić w piątek do roboty. Dzwonię więc do Wojtka , który akurat w ten sam dzień wraca z Niemiec z pracy. Jest chętny więc szybka decyzja jedziemy razem. Gdy dojechaliśmy na łowisko widzimy że wszystkie stanowiska oprócz naszych są zajęte . Po rozmowie z sąsiadami dowiadujemy się że można na tym łowisku nieźle połowić bo jest tu dużo ładnych ryb.  Powolutku rozpakowujemy sprzęt i wywozimy łódką zanętową zestawy. Po dziesięciu minutach pierwszy odjazd i w podbieraku ląduje bardzo silny karp 11 kg.

 Nie zdążymy go jeszcze wpuścić gdy następny odjazd , teraz 10 kg , a za chwilę kolejny powyżej 10 kg . Zrozumieliśmy że trafiliśmy na stado żerujących ryb zgrupowanych w tym miejscu.

W pewnym momencie gdy usłyszałem dźwięk sygnalizatora i podniosłem wędkę poczułem ogromny opór. Wiedziałem od razu że to musi być ładna ryba. Karp szedł cały czas przy dnie i gdy już wydawało mi się że jest blisko on odpływał kilkadziesiąt metrów a ja nie byłem w stanie nic zrobić . Czas leciał ja byłem już zmęczony a ryba się jeszcze nie pokazała. W pewnym momencie podpłynęła na chwilę w górę i zobaczyliśmy jej potężny kształt. Sąsiedzi, którzy patrzyli na mój hol od razu poznali że jest to słynny Wielki Leon największy karp w tym stawie. Musiałem opanować nerwy by nie popełnić jakiegoś błędu. Karp dalej szedł przy dnie i ja nie byłem w stanie go zatrzymać . Był tak silny i wcale się nie męczył mimo że hamulec był bardzo mocno dokręcony on wyciągał mi po kilkanaście metrów żyłki ze szpuli. W końcu pokazał się kolejny raz i nabrał powietrza zaczął tracić swoje niespożyte siły. Zanurkował raz jeszcze ale już nie odpłynął zbyt daleko . Koledzy przygotowali podbierak i jak już był w środku odsapnąłem z ulgą. Jest to największy karp jaki dotychczas złowiłem i jaki kiedykolwiek widziałem. W tym czasie Wojtek był zajęty holowaniem karpia na swojej wędce więc wspólnie z sąsiadami zrobiliśmy kilka zdjęć i zważyliśmy rybę. Użyliśmy do tego kilku wag i przyjęliśmy że karp ma 22,5 kg , a więc o pół kg mniej niż przed kilkoma miesiącami. Tak to jest że waga ryby może się wahać o kilogram w górę lub w dół w przeciągu nawet kilku godzin.

 Pozowanie do zdjęć to kolejny wysiłek by nie wyrządzić krzywdy rybie . Część zdjęć decydujemy się dla bezpieczeństwa robić we wodzie. Po zwróceniu wolności Leonowi postanawiamy chwilę odpocząć. Gdy wracamy już do ponownego łowienia nadal dzieje się to samo . Parę minut i kolejna ryba , dochodzi do tego że jednocześnie na dwie a nawet trzy wędki holujemy ryby. Wołamy kolegów o pomoc bo nie możemy sobie poradzić z sytuacją. Opadamy z sił i decydujemy się na wyluzowanie. Po każdej wyholowanej rybie odkładamy na dłuższą chwilę wędkę by móc odpocząć. Na noc nie wywozimy zestawów bo nie zmrużylibyśmy oka. 

  

 

 Rzucamy zestawy niedaleko brzegu a i tu nas ryby znajdują i nie pozwalają nam zasnąć. W końcu opieramy wędki o namiot i śpimy. Wydaje nam się że rano sytuacja się zmieni i ryby przestaną brać , ponieważ pogoda się zmieniła a tego karpie nie lubią . Nasze nadzieje rozwiały się szybko by po kilku minutach od wywiezienia znów usłyszeć melodię sygnalizatorów. Niewiarygodne to się dzieje naprawdę ryby lądują w podbieraku jedna po drugiej.

Nie mamy czasu na liczenie ryb czy ważenie bo nie robimy statystyk i nie bijemy jakiś rekordów. Nie wszystkim rybom robimy też zdjęcia bo jak to ogarnąć gdy są w jednej chwili nawet po trzy ryby na macie. Przez trzy dni było prawie cały czas to samo jedynie w sobotę z rana dość mocno się ochłodziło i przez jakieś cztery godziny mieliśmy spokój, ale po tym brania powróciły. Bez żadnej przesady powiem że przez te trzy doby wyholowaliśmy ponad pół tony ryb z wody. Świadczy to o tym jak dużo w tej wodzie pływa karpi. Łowisko jest prowadzone  profesjonalnie bo nadzorują je prawdziwi karpiarze , którzy dbają o dobre warunki i zdrowie ryb.

 

Właściciele starają się zapewnić komfort łowiącym więc: są ubikacje , można się wykąpać w ciepłej wodzie pod prysznicem jest prąd , w nocy jest oświetlone na tyle że nie trzeba używać latarek , jest pryskane specjalnymi środkami na komary itp. Z pewnością będę odwiedzał to łowisko częściej i mam nadzieję że będzie tu tak zawsze. Więcej zdjęć z zasiadki jest w galerii rok 2014. Aby dowiedzieć się coś więcej o łowisku proszę zaglądnąć na stronę https://pl-pl.facebook.com/KarpikLowisko. Pozdrowienia dla Marka , który załatwił nam tą zasiadkę nie mogąć w niej uczestniczyć.